Trochę lata w chłodny listopadowy wieczór, zapraszam do poczytania 🙂

Wolsztyn, Wolsztyn, Wolsztyn, zawody dość kameralne, pływanie z małą widocznością :D, trasa kolarska szybka i domierzona co do kilometra, bieg po parkowych ścieżkach z elementem stadionu, dość ciasno, ale dużo ludzi przy trasie co naprawdę napędza.
Wracam tam drugi raz. W 2019 było 2 miejsce i czas 4:08:48. Słabe pływnie, dobry rower (drugi czas) i najlepsze bieganie, czyli best run split… Byłem niesamowicie szczęśliwy z tamtego startu.

W 2020 wróciłem, nie ukrywam po próbę ataku na sub4 i walkę o zwycięstwo! Jak było…? Słabe pływanie, drugi czas roweru ze stratą 4 sekund do pierwszego i znów dominacja na biegu… Finalnie znów drugie miejsce. Czyli deja vu… No cóż, bierzemy na klatę i mówimy innym razem. Do sub4 też troszkę zabrakło, ale pogoda byłą naprawdę iście Hawajska, zero chmurek, delikatny wiaterek gdzieś w polu na trasie rowerowej i 35 stopni, uff.
Komu wystarczy skrót wyżej, może dalej nie czytać i nacieszyć oko zdjęciem JanuszaTri ze strefy zmian, tak to obok hehe. Kto jest głodny emocji i chce wrócić do emocji ze startów tri w chłodny listopadowy wieczór lecimy dalej!

Sobota przed zawodami podróż, objazd trasy rowerowej, parkowanie kozy do strefy zmian i oczywiście ładowanie węgli pod kurek. Wieczór spędzony w miłym towarzystwie suportu i czas na pierwszy poważny sprawdzian w 2020.
Żar z nieba mówił, że atak na sub4 będzie ciężkim zadaniem, na starcie dwóch mocnych przeciwników. Igor Siódmiak i Jacek Tyczyński, wiedziałem, że kalkulacji nie ma i od początku do końca muszę lecieć bardzo mocno, tym bardziej, że stracę w wodzie i to nie mało… Co do wody się nie pomyliłem 🙂

Start! Płyniemy, od początku płynę na 4-5 pozycji, po połowie dystansu płynę już 4 i odrabiam do 3 zawodnika. Jak się okazuje na wyjściu z wody pływanie jak zwykle słabe… 30 min 40 s i słyszę że tracę prawie 6 minut do Igora i Jacka. No to pogoń, standardowo… Po Bełchatowie liczyłem na te 1-2 minutki szybciej. Szybka strefa i atak na rowerze. Pierwsze 15 km ze średnią ponad 42kmh i na agrafce pierwsza kontrola, w stosunku do wody nie tracę, ale też nie odrabiam… Kolejna mijanka po 30 km, najpierw Igor, potem Jacek, trzymają przewagę. Dużo wody na głowę na bufecie, bidon od suportu i kolejna pętla. Prędkość cały czas w okolicy 42 kmh, moc równa, troszkę nieprzyjemnie wieje, kolejna mijanka Igor trzyma przewagę, Jacek podobnie, wszyscy jedziemy równo. Nie składam broni! Walczę, po 60 km kolejny bufet znów kubeł wody na głowę i dalsza pogoń. Do Jacka zacząłem odrabiać i na około 65 km, ku memu zdziwieniu widzę go stojącego na poboczu! Jak się później okazało miał jakieś problemy mięśniowe.

Z wody jak zwykle, czyli jak kłoda 😀

Muszę walczyć, niestety morale trochę podupadają bo, ciągle jest ten sam dystans, a wiem że Igor niesamowicie biega… Nikt przed wyścigiem nawet nie wróżył, że pobiegnę szybciej. Jadę swoje i powoli godzę się z 2 pozycją. Nie dobrze, bo mimo dobrej dyspozycji wola walki spada… Do strefy wpadam z niemal identycznym czasem roweru co Igor. Igor – 2 h 08 min 48 s, Ja – 2 h 08 min 52 s. Daje do średnią 41,9 km/h. Jestem zadowolony, to była pierwsza poważna próba dla nowego Treka SC, ale… Właśnie, ale… Do Igora nadal ponad 5 minut straty, a na sub4 trzeba pobiec półmaraton w 1 h 15 min 30 s w tym skwarze… Robić swoje i się bawić, tak teraz było. Z brakiem sub4 się pogodziłem i prawidłowo, ale na biegu powinienem iść po swoje od początku do końca!

Zaczynam bieg, mocno pierwsze kilometry po 3:45 i czuję się dobrze, na pierwszej mijance z Igorem mogę, plus, minus, skontrolować stratę, nie odrabiam niestety… Robić swoje brzmi w głowie, wyścig trwa… Na kolejnym mijaniu w parkowej alejce nadal ta sama strata… Cóż godzę się z wynikiem, mimo że po cichu liczyłem, że biegnąc po 3:45/km jednak coś urwę. TO BYŁ BŁĄD! Kontynuuję równym tempem po około 3:50/km. Po dwóch okrążeniach, czyli na około 11 km, coś się zadziało! Odrobiłem 20 s, zaczynam czuć krew… Ale czy nie za późno?!

Przyspieszam do 3:40 i chcę atakować, na kolejnej na wrotce widzę, że mina Igora nie jest najlepsza, a ja mam kolejne 15 s na moją korzyść! Napieram, czuję energię, suport wspiera, miska wody na głowę bo 35 stopni w powietrzu nie oszczędza i czas na 4 okrążenie. Pomiar na 17 km i tu bum! Odrobiłem ponad 2 minuty, w sumie już 3 minuty! Strata maleje, przy mijaniu widać, że Igor czuje niepokój, liczę szybko w głowie, 3 minuty straty! 4 km do mety! Kurde za późno, za późno zaatakowałem, ostatnia mijanka przed metą, odrobiłem kolejną minutę, w sumie już cz-t-e-r-y! Do mety 1,5 km, wiem, że to za mało żeby odrobić 2 minuty. Jestem na siebie zły, biegnę mocno do końca i wbiegam na metę 1 min 20 s za Igorem. Czas na mecie 4 h 03 min 55 s, Igor leży i cierpi, ale się obronił. Ja stoję i rozpiera mnie sportowa złość, klepię go po plecach, dziękuję kibicom, suportowi i już myślę, o pełnym dystansie w Malborku… 3 tygodnie do Malborka… Ostatnia prosta… Żeby to było dziś wiem, że było by bardzo dobrze… A jak było dalej, czekajcie na kolejny wpis…

Dodatkowo gratulacje dla mojego zawodnika Maćka Sobieraja, który w debiucie na 1/2, i to w takiej pogodzie wykręcił rewelacyjne 5 h 25 minut!

CHĘTNI NA WPIS Z MALBORKA?


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *