PIERWSZY START PO LOCKDOWNIE – ¼ IM Bełchatów, DAWKA MOTYWACJI NA PRACĘ DO KOLEJNEGO SEZONU.

Czas trochę powspominać sezon 2020. Powspominać, przekazać emocje, doświadczenia i pokazać jak wyglądał start z perspektywy zawodnika. Od dziś zaczynam wracać do wydarzeń z sezonu 2020, by dać trochę motywacji na jesienne trenowanie 🙂

Bełchatów był jednym z pierwszych startów po tym jak nas zamknęli. Chyba każdy jechał tam żeby sprawdzić się po bardzo długim okresie. Na liście kilka znanych nazwisk – Łukasz Kalaszczyński, Robert Wilkowiecki, Maciej Chmura, Jakub Kimmer, Łukasz Jegliński, zapowiadało się więc mocne ściganie.

Osobiście czułem się mocny, ale byłem po bardzo mocnym okresie treningowym, realizowałem plan do pełnego Ironmana i kompletnie przed tym startem nie zwolniłem. Wiedziałem, więc że świeżości i dynamiki może nie być. Jedyne czego nie byłem też pewny to pływnie, lockdown z zamkniętymi basenami nie dawał pewności. Po za tym niczym się nie stresowałem, jechałem zawalczyć. Zebrała się nas fajna grupka! Ze Szklarskiej jechały 4 osoby, trener Twister, Janek i Jeglin ze mną prosto z obozu! Z Wawy przyjechał też Artur.

Od kilku dni grzało, dzień startu też nie zapowiadał się inaczej! Pobudka! Artur, Janek i Twister pojechali na 1/8 IM, a Jeglin i Ja ogarnialiśmy śniadanko i kawkę. W Bełchatowie, dodatkową zagwozdką były 2 strefy zmian. Przy wodzie T1 z rowerem, a w mieście T2, z butami na bieg. Trzeba było więc ogarnąć jeszcze poranny objazd po strefach zmian. Wszystko ogarnięte, czas na start.

Ciągle myślałem jak płynąć… Na obozie lataliśmy z Jeglinem, w 2019 Łukasz zawsze wychodził z wody przed mną. Ja nawet nigdy nie złamałem 16 minut na ¼…. Stanęliśmy obok Kalacha i wtedy powiedziałem mu, żeby płynął w nogach Mistrza, a ja spróbuję za Nim. Brak pewności siebie, na starcie nie pomógł… Ruszyliśmy i to dziś ja miałem lepszy dzień! Już po 50 m wyprzedziłem kolegę z Teamu, podniosłem głowę i zobaczyłem, że kolejne osoby są trochę przede mną, dziura, postanowiłem więc płynąć swoje. Spokojnie i równo. Na powrotnej prostej podniosłem głowę i o dziwo nie wdziałem pojedyncze osoby przed sobą. Najbliższa grupka 3 osób byłą przedmą. Postanowiłem dospawać. Mocne 20 cykli i byli moi. Wyprzedziłem! Wyjście z wody, na zegarku 14 min 30s! Słyszę, że jestem 7 z wody! WOW! Później się okazało że Kalach był 40 s przed mną! Żebym od razu złapał jego nogi, może bym wytrzymał… Nigdy nie wątpić w siebie! Pływanie na Ćwiartce poprawione prawie o 2 minuty!

Strefa zmian i wybiegam już jako 5 zawodnik, dłuuugi dobieg do trasy rowerowej, dla mnie zawsze jest na plus. Czas na rower, już po 2 km, przesuwam się na 4 pozycję. Przede mną tylko Wilku, Maciek Chmura i Kalach! Niewiele za mną, Kuba Kimmer i Darek.  Pierwsza Agrafka, nie odrobiłem nic, ale wiedziałem, rower był równy ale bez błysku. Druga agrafka po jakichś 12 km i widzę, że nadal nie odrabiam, a co raz bardziej zbliża się Jeglin. Byłem spokojny o to co dzieje się za mną, bo wiedziałem, że pobiegnę, ale bardzo chciałem odrobić choć pół minuty. Po 3 agrafce widzę, że Kalach dogonił Wilka i Chmurkę, jadą w trójkę. Teraz już widziałem, że nie odrobię do tej grupki. Ajaj, już się godziłem z 4 miejscem, a też trochę się bałem o to jak pobiegnie Kuba Kimmer.

Z roweru zsiadłem 4 z czasem 1:06:33, ze strefy wystrzeliłem jak strzała! Pierwsze, co usłyszałem to to, że Maciek kuleje, dało mi to dodatkowy zastrzyk, poczułem, że może jeszcze jest szansa na pudło! Obejrzałem się i zobaczyłem, że Kuby nawet nie widać. Lecę po swoje! Pierwsze 2,5 km tempo 3:28/km. Na agrafce tracę już tylko 1 minutę do Chmury! Jest mega! Tempo trochę siadło, ale trzymałem w okolicach 3:33/km. Na 5 km tracę już tylko 45 sekund.  Odrabiam też do Wilka, ale tu strata jest duża, na prowadzenie wyszedł Kalach, który leci jak dynamit! 7,5 km i niestety Maciek odżył strata się utrzymuje w okolicach 50 s. 9 km i już widzę na długiej prostej, że nie odrobię, luzuję więc nogi i lecę swoje do mety. Przekraczam linię mety z czasem biegu 37 min 28 s, na 10,5 km, co daje średnie tempo biegu 3:34/km, w mega upale. Jest git, czas końcowy 2 h 02 min 21 s. Jestem zadowolony, choć pudło było blisko, nie mogłem jednak oczekiwać za wiele po takim bloku treningowym, to krótki dystans i tu trzeba mieć trochę świeżości pod nogą. Sezon rozpoczęty pozytywnie. Chwała Bogu za wszystko!

Lecimy z przygotowaniami do 2021. Jak widać łatwo nie będzie, bo już zaczyna robić się burdel w naszym kochanym kraju. Baseny nie! Baseny tak! Maski, nie bez masek. Tu można, tam nie… Godziny dla seniorów, seniorzy cały dzień na mieście. Do marketu ogień, zapasy trzeba robić, ale sport to zło! Nie ma co się łamać, przecież sport i dorga na szczyt nie jest usłana różami. No pain no gain! Więc traktujcie to jak kolejny chellanege, który wygracie i będziecie jeszcze silniejsi! Niedługo będziemy się ścigać!


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *